W 1968 roku centrala handlu zagranicznego w Warszawie, chcąc się pozbyć towarzysza Rozencwajga, wysłała go do Rzymu z poleceniem służbowym, aby załatwił tam eksport polskiego makaronu do Włoch. Po trzech dniach Rozencwajg wraca z podpisanym kontraktem. Wobec tego wysyłają go do Paryża z poleceniem, aby załatwił eksport polskich perfum do Francji. Rozencwajg po dwóch dniach wraca ze wspaniałym kontraktem. Zrozpaczona dyrekcja wysyła go do Pekinu, aby załatwił eksport polskiego ryżu do Chin. po tygodniu telefonują. "Dlaczego tak długo, towarzyszu Rozencwajg?" "Co znaczy długo? Czy ja mogę tak ze środy na czwartek znaleźć w Chinach jednego z naszych?"
- Panie Lippa! - oburza sie bankier. - Jak pan śmie oświadczać się mojej córce?! Pan nie masz ani interesu, ani pieniedzy,ani nawet posady! - Tak... ale mam widoki... - Co? Widoki? W takim razie panu potrzebna lornetka, a nie moja córka!
Dawno temu rosyjski Żyd odwiedził swoją rodzinę w Izraelu. Przed powrotem do do Krainy Sierpa i Młota umówił się z nimi, że listy pisane przez niego niebieskim atramentem będą oznaczały, że wszystko w porządku, a te pisane zielonym oznaczać będą, że ma problemy lecz boi się o nich pisać. Pierwszy list przychodzi do Izraela już po paru tygodniach i jest napisany ... niebieskim atramentem. Pierwsze zdanie brzmi: "- Żyje się tu wspaniale, niczego nam nie brakuje i wszystko można kupić. No może za wyjątkiem zielonego atramentu..."
- Rebe, czy Żyd może się ogolić? - Nie, synu. Talmud mówi, że nie wolno dotykać skóry ludzkiej ostrzem. - To czemu ty Rebe jesteś ogolony? - Widzisz, synu, ja się o to nikogo nie pytałem.
Ożenił się młody Żyd. Po nocy poślubnej przychodzi do rabina i mówi: - Rabbi, nie wchodzi. - A maslił Ty? - pyta zafrasowany rabin. - Nie maslił. - Tu czym prędzej namaslij! Na drugi dzień Żyd ponownie przychodzi do rabina i mówi: - Rabbi, nie wchodzi! - A maslił Ty? - Maslił! - A smalcził Ty? - Nie smalcził. - To nasmalczij! Przychodzi na trzeci dzień i mówi: - Rabbi, nie wchodzi! - A maslił Ty? - Maslił! - A smalcził Ty? - Smalcził! - A do szklanki z olejem Ty wkładał? - Nie wkładał. - To włóż!! W końcu przychodzi na czwarty dzień i mówi: - Rabbi, nie wchodzi!!! - A maslił Ty? - Maslił! - A smalcził Ty? - Smalcził! - A do szklanki z olejem Ty wkładał? - Nie wchodzi!
Wchodzi staruszek do konfesjonału i nawija: - Mam 92 lata. Mam wspaniałą żonę, która ma 70 lat. Mam dzieci, wnuki i prawnuki. Wczoraj podwoziłem samochodem trzy nastolatki, zatrzymaliśmy się w motelu i uprawiałem seks z wszystkimi trzema... - Czy żałujesz, synu, tego grzechu? - Jakiego grzechu? - Co z ciebie za katolik? - Jestem żydem... - To czemu mi to wszystko opowiadasz? - Wszystkim opowiadam!
Przychodzi do spowiedzi bardzo zawstydzony facet: - Proszę księdza, oszukałem Żyda, czy to grzech? - Nie, synu, to cud.
Idzie Żółtko ulicą szukając zakładu zegramistrzowskiego. Nagle patrzy: sporej wielkości budynek z wywieszonym ogromnym zegarem w witrynie. Wchodzi, podchodzi do faceta stojącego za ladą i mówi: - Dzień dobry. - Dzień dobry. - Chciałbym zreperować zegarek. - A co mnie to obchodzi? - To nie jest zakład zegarmistrzowski? - Nie. To jest burdel. - To czemu pan wywiesił zegar w witrynie? - A co miałem wywiesić?
Staremu Żydowi Saulowi przyszło umierać. Żal mu było wielce zostawiać na świecie małego jeszcze syna, który dopiero co nauczył się chodzić. Saul posłał więc po rabina, a kiedy ten przyszedł, pożalił mu się na swój los: - Rabbi, umrę i nawet nie będę wiedział na kogo wyrośnie mój syn. Rabin na to: - Jest na to rada, panie Saul. Połóż pan na stoliku w pustym pokoju butelkę wódki, pieniądze i Torę. Wpuść syna do pokoju i bacz uważnie, czego się dotknie. Jeśli wódki, znaczy wyrośnie na hulakę i pijaka. Jeżeli pieniędzy - wyrośnie na człowieka z głową do interesu i majątku się dorobi. Jeżeli zaś weźmie Torę - na męża bogobojnego i świętego się zapowiada. Saul uczynił wszystko według słów rabina. Chłopczyk wszedł do pokoju i zgarnął wszystkie trzy rzeczy na raz w swoje objęcia. Zafrasowany Saul posłał znowu po rabina. Kiedy ten nadszedł Saul opowiedział mu wszysto i zapytał: - Co ty na to, rebe? Na kogo wyrośnie mój syn, skoro dotknął się i wódki i pieniędzy i Tory? Rabin na to: - Aj waj, to z niego na pewno będzie katolicki ksiądz!!
Icek i Zbyszek idą na obiad. Z daleka zobaczyli że na stole czekają na nich dwie nierówne porcje. Zaczęli więc biec. Icek byl szybszy i bęc złapał większy tależ. Zadyszany Zbyszek podbiega i zaczyna swoje. - Icek ale wy Zydzi to pazerna nacja i jaka nie wychowana. Tak sie przeciez nie robi. Zabrałeś większy tależ. - Tak? A jak ty byś był pierwszy, to jaki byś wziął? - Jak to, jaki? Mniejszy. - No to przecież masz. O co ci chodzi?